Z
braku czasu i ciężko przyznać, ale także z lenistwa blog zaczynał
umierać śmiercią samotną. Koniec egzaminów jednoznacznie łączy
się z jego wskrzeszeniem i wreszcie nadszedł czas żeby go trochę
dopieścić, może nie tyle treścią, za to dużą dawką zdjęć.
Parę
osób domagało się informacji, o tym ile kosztował nas cały wypad
na Ukrainę, dlatego zrobimy małe podsumowanie i opiszemy ostatnią
część podróży.
Zaczniemy
na opak, czyli od podsumowania. Jeśli koniecznie chcesz się ruszyć
z domu, zwiedzić i poznać inny kraj, ale aktualnie Twój portfel
raczej nie jest wypchany kasą, Ukraina to świetna destynacja dla
Ciebie. Wypad nad Morze Czarne może wyjść taniej niż wypoczynek
nad naszym Morzem Bałtyckim.
Lwowski Stary Rynek.
Fakt,
że kilka nocy spędziliśmy w pociągu wpłynął nieco na obniżenie
kosztów. I tak, przejazdy Lwów-Odessa, Odessa-Kijów, Kijów-Lwów
wyniosły równe 93,21 zł. Biorąc pod uwagę odległość jaką
pokonaliśmy - nie jest to wielki wydatek. Bilet na marszrutkę to
koszt około 5zł. Do tego jeszcze podróż
Bydgoszcz-Przemyśl,Przemyś-Bydgoszcz i bilety wstępów, na które
wydaliśmy jakieś 15 złotych. Każdy z nas zapłacił za cztery
noclegi po 62 zł. Można oczywiście wydać więcej i spędzić noc
w pięciogwiazdkowym hotelu.
Jeśli
wybieracie się do Lwowa, polecamy Old City Hostel, gdzie nocleg
kosztował 24 zł, zlokalizowany w samym centrum zadowoli
największych leniuchów. W Odessie za trzyosobowy pokój
zapłaciliśmy razem 40 zł, a w Kijowie koszt jednego noclegu
wyniósł nas 12 zł - tutaj pokoje oraz główne wejście do hostelu
nie posiadały takiej opcji jak zamykanie na klucz, czy nawet na
klamkę. Jedyne drzwi, które dało się zakluczyć, były drzwiami
do łazienki. Recepcjonistki nie znały angielskiego, a wszelkie
sprawy z turystami załatwiał jeden z gości hostelu - przemiły,
niezwykle gadatliwy Ukrainiec, który znał angielski, polski i
jeszcze kilka innych języków. Każde spotkanie z nim kończyło się
co najmniej półgodzinną rozmową. Mieliśmy wrażenie, że ten
starszy, niepozornie wyglądający mężczyzna ma pojęcie dosłownie
o wszystkim. Zaskakiwał nas pytaniami o jakieś niszowe polskie
zespoły heavy-metalowe czy nihilistycznych poetów, a jego wiedza na
temat europejskiego futbolu, była naprawdę szeroka. Chociaż hostel
wysokiego standardu nie miał, to spotkaliśmy tam dość ciekawych
ludzi,których teraz wspominamy z uśmiechem. Drugiego dnia do
hostelu wpadł szalony Japończyk w trampkach -nic szczególnego
gdyby nie było 5, jeśli nie 10 stopni mrozu. Na samym wejściu
skarżył się recepcjonistce, że stał dwie godziny pod hostelem,
ponieważ na zawnątrz budyku nie ma żadnej informacji, gdzie
dokładnie znajduje się hostel. Adres podany na stronie prowadzi na
dziedziniec ogromnej kamienicy i tutaj zaczyna się problem. Gdybyśmy
nie trafili na pomocnego Ukraińca, sami spędzilibyśmy godziny na
poszukiwaniach. Jeśli chodzi o Japończyka okazało się, że leciał
z Jamajki do Stambułu, a w Kijowie nieszczęśliwie zaginął mu
bagaż, przez co zdecydował się kontynuować podróż pociągiem
już w innym kierunku, i tak bilet do Lwowa zarezerwował mu
niezawodny jak zawsze starszy Ukrainiec. Mimo wszystkich minusów
hostelu i dziwnych sytuacji, było naprawdę zabawnie.

Lwów
to miasto, w którym krzyżują się tradycje i historia wielu
kultur, położenie na styku wschodu i zachodu jest zauważalne w
każdym miejscu starówki. Widoczne jest świadectwo wciąż żywej
Polskości pod postacią pomnika Mickiewicza czy Katedry Łacińskiej
i zamieszkującej jej okolice licznej grupy Polaków oraz kilkunastu
kościołów zmienionych obecnie w cerwkie prawosławne i
grekokatolickie. Nie można też zapominać o miejscach tak ważnych
dla polskiej historii i kultury jak pałace zasłużonych dla Polski
rodów jak Lubomirscy czy Potoccy, budynku wydawnictwa Ossolineum czy
miejsca spoczynku wielu znamienitych Polaków, czyli Cmentarza
Łyczakowskiego, na który niestety nie starczyło nam czasu.
Orientalną perłą we Lwowie jest zachwycająca Katedra Ormiańska
czy Cerkiew Bractwa Wołoskiego. Nieco dalej znajduje się wspaniały
prawosławny Sobór św. Jura, a zainteresowani tematem odnajdą tam
również synagogę. Cały ten tygiel kulturowy powoduje, że Lwów
posiada niesamowitą atmosferę, wciąż tak Polską, a jednak
zupełnie odmienną od tej, którą możemy poczuć w naszych
miastach.

Wieża cerkwi wołoskiej i kaplica Trzech Świętych Hierarchów, poniżej jej wnętrze.
Dzwonnica katedry ormiańskiej.
Bogato zdobione prezbiterium katedry ormiańskiej z połowy XIV wieku.
Synagoga.
Miasto
oprócz niesamowitego klimatu zachwyca też kunsztem
architektonicznym, a wspomniane wcześniej miejsca trudno opisać
słowami, dlatego zdecydowaliśmy się na dużą liczbę zdjęć. Do
skarbów Lwowskiej starówki, o których muszę jeszcze wpomnieć
należą z pewnością jeszcze trzy miejsca. Pierwsze to Opera
Lwowska, której eklektyczny gmach wspaniale zamyka oś widokową
Prospektu Swobody -najważniejszej ulicy lwowskiej starówki. Drugie
miejsce to położony nieopodal pojezuicki Kościół św. Piotra i
Pawła, a dokładnie jego ciemne, kunsztownie zdobione wnętrze,
które zostało otwarte dla zwiedzających dopiero w 2011 roku, a od
zakończenia II Wojny Światowej było magazynem książek
Ossolineum. Ostatnia ze skarbów, jest manierystyczna grobowa Kaplica
Boimów, znajdująca się nieopodal prezbiterium Katedry Łacińskiej,
której fasadę trudno opisać słowami.
Opera Lwowska.
Kościół Jezuitów.
Kaplica Boimów.
Teraz
może opowiemy o tym jak wyglądało nasze zwiedzanie Lwowa. Pociąg
zatrzymał się na głównej stacji około piątej rano, przez co
kolejne dwie i pół godziny spędziliśmy w pizzerii, a naszą
jedyną atrakcją było obserwowanie tubylców. Kiedy wzeszło słońce
udaliśmy się w stronę starówki mijając po drodze ogromną
historyzującą bryłę kościoła św. Elżbiety. Potem nadszedł
czas na Sobór św. Jura, wpisany na listę UNESCO wraz z lwowską
starówką i wzgórzem zamkowym. Kontynuując spacer obejrzeliśmy
m.in budynek Ossolineum i zachwycający pałac Potockich.
Kościół św. Elżbiety.
Zachwycająca fasada soboru św. Jura o poranku.
Patrząc na pałac Potockich, czujemy się jak przeniesieni nad Loarę.
Lwowska
starówka jest niezwykle zwarta i przemierzenie jej zajmuje tak
naprawdę kilkanaście minut, a kilka godzin wystarczy na jej
dokładne zwiedzenie. Lwów jest jednak miastem, które warto polecić
nie na odhaczenie, ale na kilkudniowy wypoczynek. Starówka zachwyca
w każdym swoim zakątku, jest naprawdę zadbana, choć jak wszędzie
znaleźć można obdrapane budynki.
Z wysokiej wieży przytłaczającego rynek Ratusza doskonale widać zwartość starówki.
Cerkiew Przemienienia Pańskiego.
Przepiękne zestawienie błękitu i złota w cerkwi Przemienienia Pańskiego.
Barokowa bryła kościoła Dominikanów, a poniżej jego wnętrze.
Dzień
zakończyliśmy wspinaczką na wzgórze zamkowe i kopiec Unii
Lubelskiej, z którego roztacza się wspaniała panorama miasta.
Po
tym wszystkim udaliśmy się do miejsca z którego cała nasza trójka
wyszła zadowolona, a chłopaki, gdyby nie mieli tak opchanych
brzuchów skakali by z radości. Była to restauracja - jesz ile
chcesz za 12 zł. Ten wspaniały przybytek znajduje się na ulicy
Teatralnej, niedaleko Opery, nazwy niestety nie zapamiętaliśmy.
Restauracja oferuje cały szereg przepysznych pierogów na słono i
słodko, które pochłonęliśmy w niesamowitej ilości. Do tego
kilka rodzajów dań mięsnych, ryby, zupy, sałatki, zakąski i
słodkie wypieki. Warto w tym miejscu wspomnieć o specjale
wschodniej kuchni jakim jest zupełnie niepopularne u nas “sało”
czyli marynowana na różne sposoby słonina, która dosłownie
kruszy się w ustach i jest popularna jako zakąska do mocniejszych
trunków. Do tego wszystkiego najlepszym akompaniamentem jest piwo
Lwowskie, którego kilka gatunków zadowoli każdego smakosza, na
dodatek jego cena waha się w granicach 1 zł w sklepach do około
2-4 zł w restauracjach.

Gotyckie, zbarokizowane wnętrze katedry Łacińskiej.
Lwowski rynek z widokiem na katedrę Łacińską.
Klasztor Benedyktynek.
Drugi
dzień przeznaczyliśmy na zwiedzenie reszty starówki i kupienie
kilku pamiątek, gdyż już około godziny 13:00 musieliśmy udać
się na marszrutkę, której kursowanie stało pod znakiem zapytania,
gdyż był to 6 stycznia, czyli prawosławna wigilia. Po drodze
dokonaliśmy jeszcze monopolowych zakupów i tu warto zaznaczyć, że
litr wódki kosztuje zaledwie 16 zł, jednak niestety tylko tyle
można legalnie przewieźć przez granicę.
Kościół Karmelitów Bosych.
Jedna z pierzei rynku
Około
godziny 15:00 dojechaliśmy do Szegini. Po pobieżnej kontroli
granicznej, mając wiele szczęścia co do minuty zdążyliśmy na
PKS zmierzający do Przemyśla.
Targ starych książek.
Kamienica Królewska, zwana małym Wawelem, należała m.in do Jana III Sobieskiego.